"Europa w mediach młodzieżowych", Berlin 1-6.03.2014 Relacje z polsko-niemiecko-hiszpańskiego projektu młodzieżowego.

 
 
SZCZĘŚLIWA TRZYNASTKA!
 
Trzynaście indywidualności, połączonych wspólną pasją , wyruszyło w drogę. Przekraczając granice państw, kultur i języka znaleźliśmy się w Berlinie w ramach projektu „ Wybory do Europarlamentu  w Mediach Młodzieżowych”.  Choć pochodzimy z różnych miejscowości z województwa zachodniopomorskiego, w jednym się zgadzamy – stawiamy na dziennikarstwo!
Nie da się nas zdefiniować jednym słowem, dlatego postaramy się przybliżyć sylwetki wszystkich z naszej dziennikarskiej grupy. To właśnie my:
Justyna Piąsta i Grzegorz Dobek – Przyjechaliśmy z małej i urokliwej miejscowości położonej tuż nad brzegiem morza, czyli z Kołobrzegu.  Na co dzień jesteśmy redaktorami naczelnymi szkolnej gazety „REaD”. Lubimy łączyć przyjemne z pożytecznym, dlatego przez trzy lata w liceum organizowaliśmy największe wydarzenie dziennikarskie w regionie – Sesję Dziennikarską.
Bartosz Pestka i Patryk Dudziński – jesteśmy z IV Liceum Ogólnokształcącego w Szczecinie, ale zajmujemy się odległymi stronami dziennikarstwa. Bartosz od grudnia pełni funkcję redaktora naczelnego czwórkowej gazety szkolnej „Lustro”. Od wielu lat do czynienia ma z różnymi szkolnymi magazynami. Patryk działa poza szkołą współtworząc bloga „Szczecin Aloud”. Pisze tam głównie o muzyce relacjonując koncerty.
Agnieszka Laskowska, Sandra Cybulska i Anna Klimczyk – jesteśmy uczennicami II Liceum Ogólnokształcącego  w Szczecinie i uczęszczamy do jednej klasy o profilu humanistyczno-dziennikarskim. Pisanie jest jedną z naszych pasji. Bierzemy udział w wielu projektach, m.in. w organizowanym przez nasza szkołą StetiMun, gdzie pisałyśmy artykuły po angielsku do gazety „El Mundo”.
Paula Banach i Paweł Miszuk – wspólnie pracujemy w szkolnej gazecie „Zbliżenia” , która jest prowadzona od wielu lat w VI Liceum Ogólnokształcącym w Szczecinie. Osobno zajmujemy się odmiennymi dziedzinami mediów, Paula współpracuje z Radiem BAS (Bardzo Akademicką Stacją), która działa przy Uniwersytecie Szczecińskim. Paweł zajmuje się grafiką komputerową, tworzy plakaty, okładki i inne formy artystyczne.
Patrycja Serej - Jestem 24 letnią studentką, reprezentującą Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Szczecińskiego. Obecnie studiuję Stosunki Międzynarodowe. Jestem wesołą i pełną energii osobą starającą się zarażać swoim optymizmem innych. Czynnie uczestniczę w życiu Wydziału Humanistycznego, będąc członkiem Rady Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych. Biorę także, czynny udział w Konferencjach naukowych, gdzie mogę wykazać się zdolnościami dziennikarskimi. Byłam również aktywnym działaczem koła naukowego ADM.
Magdalena Biegniewska - działam w kole dziennikarskim funkcjonującym w Liceum Ogólnokształcącym w Kaliszu Pomorskim. Pełnię tam funkcję fotoreportera – robię fotoreportaże, a także zdjęcia do newsów, reportaży, wywiadów. Jestem również odpowiedzialna za wygląd strony tytułowej gazety.
Bartosz Próchnicki - jestem redaktorem „Kontrastu”. Praca w gazetce pomaga mi realizować moje pasje. Zajmuję  się głównie działem sportowym, ale piszę również inne artykuły, między innymi reportaże. Korzystam z każdej możliwości udziału w warsztatach, staram się zdobywać nowe doświadczenia.
Natalia Melchinkiewicz -  jestem studentką Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Szczecińskim. Lubię tworzyć własne teksty, szczególnie kiedy dotyczą sztuki. Miałam okazję praktykować w „Kurierze Szczecińskim” pod okiem pana Artura Ratuszyńskiego; mój artykuł ukazał się w tym dzienniku w ubiegłym roku. W tym roku postawiłam na muzykę, m.in. chór i grę na instrumencie, gdyż w przyszłości chciałabym zostać dziennikarzem muzycznym.
Nasza grupa wspierana jest przez panią Krystynę Kwiatkowską – nauczycielkę języka angielskiego                   i dziennikarstwa oraz przez panią Iwonę Kowalczyk, która podczas wyjazdu pomaga nam pokonać bariery języka niemieckiego.
Liczymy, że wspólnie spędzony czas pozwoli nam na rozwój naszych umiejętności i poszerzanie horyzontów. Mamy również nadzieję, że nasza współpraca zaowocuje w przyszłości licznymi sukcesami.
 
 
 
DZIEŃ PIERWSZY: GRANICE EUROPY I ZIELONY SER
 1 marca. Godzina: niewiele po szesnastej. Na peronie zbierają się ludzie. Są Polacy, są Niemcy, starzy i młodzi, ci zadowoleni i ci trochę mniej. Jest też grupa, której postronny świadek nigdy nie posądziłby o jakiekolwiek powiązanie - stoją pojedynczo, zdarzają się pary, każdy z nich rzuca naokoło nerwowymi spojrzeniami. A jednak: są to wybrańcy wytypowani do wzięcia udziału w międzynarodowym projekcie i wśród nich znalazłem się również ja.
 Nie wiedziałem, czego się spodziewać, nie znałem nikogo, plan warsztatów zmieniał się niejednokrotnie. Wiem, że może się to skojarzyć z wyznaniami ucznia, który dzieli się przeżyciami z nowej szkoły i wiem, jak nudne i powtarzalne są takie wyznania. Nic nie poradzę - tak właśnie się czułem. Jak drżący o życie pierwszoklasista. W związku z tym zająłem w pociągu pojedyncze miejsce i drżałem o życie w samotności, porzucając marzenia o nawiązywaniu kontaktów i błyszczeniu w towarzystwie.
 Na całe szczęście nie taki diabeł straszny, jak go malują. Niedługo po przyjeździe zebraliśmy się w dużej sali z Hiszpanami i Niemcami. Plan przewidywał też bufet z regionalnymi przekąskami. Zagryzaliśmy zielone sery i precle wedlowską czekoladą i z tą średnio jednolitą mieszanką w żołądkach zapoznaliśmy się z planem projektu. Gry integracyjne - bardzo kontaktowe zresztą - pozwoliły mi przekonać się, że zarówno grupa polska, jak i zagraniczne, mogą pochwalić się niesłychaną otwartością.
 Wieczorny półgodzinny spacer nie dał wielu możliwości, jeśli chodzi o zobaczenie miasta, był za to ogromnie pomocny przy dalszej integracji grupy polskiej.
 Niestety, nie samą integracją żyje człowiek, nie zapominajmy - po coś tu jesteśmy. Dzień drugi rozpoczął się od seminarium poświęconego Europie i Unii Europejskiej prowadzonego przez norymberskiego politologa Thorstena Kerla. Poruszyliśmy temat rozwoju UE, poznaliśmy najważniejsze daty w jej historii, omówiliśmy zawarte przez nią traktaty i instytucje działające wewnątrz. Po wykładzie grupy narodowe wykazały się przy pracy w zespołach. W tym miejscu nie mogę się powstrzymać, muszę pochwalić Polaków: wykonywaliśmy zadania z tak zawrotną prędkością, że żeby zająć nam czas, przydzielano nam kolejne.
 Owocem kolejnego spaceru, już nie półgodzinnego, są pierwsze ujęcia do krótkiego filmu, który, mam nadzieję, niedługo ujrzy światło dzienne. Nic więcej nie piszę - niespodzianka!
 A ja patrzę na wszystko już z pozycji pierwszoklasisty po kilku miesiącach oswajania się z nową szkołą - utrzymuję jeszcze jakiś dystans, ale nieporównywalnie mniejszy niż jeszcze dwadzieścia cztery godziny temu. Z pewnością, że może być jeszcze lepiej czekam na rozwój wydarzeń. Zapowiada się nieźle.
Bartek Pestka
 
 
 
ICH VERSTEHE NICHT? NO ENTIENDO? NIE ROZUMIEM?
 
Jesteśmy trzema dziewczynami ze Szczecina, które znalazły się na międzynarodowych warsztatach dziennikarskich. Choć miałyśmy okazję brać udział w podobnym projekcie i tak jest to dla nas nowa sytuacja, w której jeszcze do końca się nie odnalazłyśmy. Poza  grupą polską, otacza nas młodzież z dwóch innych państw  - Niemiec i Hiszpanii.
Nasi koledzy z zagranicy w ogóle nie znają języka polskiego. Nie spodziewałyśmy się z ich strony znajomości naszego ojczystego języka, ale przynajmniej podstawy  angielskiego uważałyśmy za obligatoryjne. Założenie było takie, że każda grupa posługuje się narodowym językiem w swoim gronie, a w przypadku wspólnej pracy, językiem obowiązującym miał być niemiecki lub angielski. Jednak w praktyce okazało się inaczej. Wykłady prowadzone są prawie wyłącznie w języku niemieckim, a następnie tłumaczone na hiszpański i polski. Uważamy, że prostszym wyjściem byłoby prowadzenie warsztatów od razu w języku angielskim, wtedy pomoc pań tłumaczek nie byłaby aż tak potrzebna.
Z drugiej strony, nie tylko my czujemy pewien dyskomfort językowy. Nasi koledzy                          z Niemiec nie wzięli pod uwagę faktu, że podstawowe zwroty w ich języku Polacy rozumieją                  i znają. I tak pierwszego wieczoru po przyjeździe, podczas  wspólnego spotkania, usłyszałyśmy wypowiedź  (w wolnym tłumaczeniu) „To są Polacy, oni nie zrozumieją.” Nie posługujemy się językiem niemieckim biegle, aczkolwiek poczułyśmy się zignorowane. Mimo wszystko podeszłyśmy do tego z dystansem i pozostawiłyśmy to bez komentarza.
Nie wiemy dlaczego  tego rodzaju stereotypy czy uprzedzenia powstały, ale mamy świadomość, że nie biorą się one znikąd i występują po obu stronach. Nie jesteśmy w żaden sposób negatywnie nastawione do naszych zagranicznych kolegów, jednak da się odczuć pewne różnice między nami. Projekty tego typu mają między innymi na celu obalanie stereotypów i otwarcie się na ludzi innych narodowości. Mamy nadzieję, że podczas kilku najbliższych dni nasze odczucia ulegną zmianie oraz że granica między nami przestanie istnieć.
Agnieszka Laskowska
Anna Klimczyk
Sandra Cybulska
 
 
 
                                                                             PRZEKRACZAMY GRANICE


Młodzi ludzie na co dzień przekraczają wiele granic. Mogłoby się zdawać, że odmienne narodowości, języki i kultury to bariery nie do pokonania. W rzeczywistości wystarczy tylko jedno – wspólna pasja. No może… jeszcze coś. Mianowicie ludzie, dzięki którym znaleźliśmy się w Berlinie w ramach projektu „Wybory do Europarlamentu w Mediach Młodzieżowych”.

Przez żołądek do serca

Jeszcze zanim wyruszyliśmy w podróż, dostaliśmy pierwsze zadanie. Musieliśmy przywieźć ze sobą regionalne przysmaki, aby poczęstować nimi naszych zagranicznych przyjaciół. Smakołyki takie jak ptasie mleczko czy mieszanka cukierków wedlowskich okazały się nie lada gratką dla obcokrajowców. Zaś my mieliśmy okazję po raz pierwszy spróbować bawarskich precli czy hiszpańskich wędlin. Okazało się, że znane przysłowie „przez żołądek do serca” można interpretować na wiele sposobów. ;)

Pozytywnie zakręceni

Zaledwie chwilę po przyjeździe do schroniska młodzieżowego Jugendgästehaus otrzymaliśmy kolejne zadanie. Tym razem to wspólna zabawa okazała się kluczem do wzajemnego poznania i rozmowy. Szybki (i darmowy!) kurs narodowych tańców oraz inne gry integracyjne sprawiły, że wszyscy staliśmy się jedną wielką i uśmiechniętą grupą młodych ludzi.

Nice to meet you!

Kiedy możemy stwierdzić, że znamy drugiego człowieka? Wbrew pozorom odpowiedź jest bardzo prosta! Wystarczy znać imię i wzajemne upodobania. Właśnie taką metodę poznawczą zaproponowali nam Hiszpanie. Jej zasady są banalnie proste. Należy na kartce napisać swoje imię oraz narysować po jednej rzeczy z tych najbardziej i najmniej lubianych. Wszystko po to, aby podejść do drugiej osoby i po prostu porozmawiać w obcym języku. Spośród powstałego gwaru najczęściej słyszanymi słowami były: Nice to meet you!

To dopiero początek naszej berlińskiej przygody. Przed nami kolejne dni i następne wyzwania. O wszystkim będziemy informować was na bieżąco. A tymczasem idziemy szukać pomysłów na kolejne artykuły!

Pozdrawiamy
Justyna Piąsta i Grzegorz Dobek
 
 
 
DZIEŃ TRZECI I CZWARTY: STREETART I EUROPARLAMENT W SZKLANCE WODY
 
Ostatnie dwa dni nauczyły mnie, jak cenne jest łączenie przyjemnego z pożytecznym i że wiele traci się, nie próbując uzyskać takiego połączenia. Dążył do tego nasz rozkład zajęć i (mimo potężnego wyczerpania, które w późnych godzinach plątało mi język i blokowało myśli) czuję coś na kształt spełnienia - jako dziennikarz i jako turysta.
Śniadania, jako jedna z niewielu stałych części programu, zaczynają się o ósmej. Można wtedy zaobserwować zjawisko przemiany uczestników projektu z ospałych mruków o wciąż ciężkich powiekach w zagorzałych entuzjastów sztuki kulinarnej. Bufet jest otwarty i każdy je to, na co ma ochotę. W związku z tym przy stołach nie kończą się pytania o zawartość cudzych talerzy, wyrazy zachwytu nad sałatkami i narzekania na bułki, których nikt nie potrafi bez szwanku przekroić na pół.
Po chwili odpoczynku, o dziewiątej, mają miejsce seminaria dotyczące Unii Europejskiej. Aktywna praca młodych dziennikarzy w postaci plakatów zapełnia od początku warsztatów ściany sali seminaryjnej. Ich tworzenie opiera się na rozmowie i odpowiedzi na pytania, toteż mamy możliwość poznania punktu widzenia Niemców czy Hiszpanów, ale także możemy przedstawić im nasze oczekiwania wobec UE. Nie wspominam już o profitach płynących z komunikacji w języku angielskim.
Po wczorajszych seminariach udaliśmy się do budynku przedstawicielstwa Bawarii w Berlinie położonego w okolicach gmachu Reichstagu. Poznaliśmy tam niemiecki land od strony politycznej, system partyjny panujący w Niemczech oraz zwiedziliśmy kilka sal, przy okazji dowiadując się o mających tam miejsce wydarzeniach, związanych z Bawarią.
Następnym przystankiem była dzielnica Kreuzberg zamieszkiwana przez zróżnicowanych kulturowo młodych ludzi. Osobiście uwielbiam obserwować przechodniów, zwłaszcza tak oryginalnych jak na Kreuzbergu. Kreatywność niektórych mieszkańców tej dzielnicy (zresztą, nie oszukujmy się - całej reszty miasta też), jeśli chodzi o kreowanie swojego wizerunku, jest niewyobrażalna. Kolorowe włosy, okulary w dziwacznych oprawkach, tysiące materiałów, wzorów i krojów to coś, czego nie ogląda się na polskich ulicach. Szkoda.
Przyjemnym przeżyciem była trasa śladami berlińskiego StreetArtu. W stolicy Niemiec murale nie są rzadkością, a ten, kto miał styczność z farbą w spreju, rozpozna na ścianach tutejszych budynków samych światowych mistrzów tej sztuki. Z sympatycznym przewodnikiem zwiedziliśmy część miasta, zobaczyliśmy też pozostałości Muru Berlińskiego, oczywiście gęsto pokryte graffiti.
Wieczór spędziliśmy na kręglach, jednak grę odłożyliśmy na dalszy plan - atrakcyjniejsze było pobieranie lekcji hiszpańskiego od kolegów z projektu i w zamian uczenie ich polskich piosenek. Wykończeni wróciliśmy do hostelu i zanim zdążyliśmy porządnie się wyspać, nastał kolejny dzień.
 
 
 
Był on o niebo spokojniejszy niż wczorajszy - właściwie nie ruszaliśmy się z budynku. Po wspomnianym wcześniej seminarium odwiedziło nas dwóch gości. Pierwszym z nich był Jochen Rummenhöller, który przybliżył nam zależność młodzież-prawo wyborcze oraz zachęcał nas do głosowania w wyborach do Europarlamentu... za pomocą doświadczenia - do szklanki wody dosypał oranżady w proszku. Ukryty sens był prosty: jeśli chcemy zmian, musimy wykonać jakąś akcję, nie ma innej rady. Europa w pełni służąca społeczeństwu nie ma prawa bytu przy niskiej frekwencji w głosowaniu do Parlamentu Europejskiego.
Drugie spotkanie poprowadził Felix Deist - działacz Niemieckiej Partii Zielonych oraz międzynarodowej organizacji do spraw pracy z młodzieżą. Pan Deist opowiadał nam o swojej historii w "zielonej polityce", przy okazji starając się pobudzić nasze ambicje i - co ciekawe - odkrywając przed nami swoje zamiłowanie do języka chińskiego.
A ja połowę wyjazdu mam już za sobą. Nie ma już mowy o jakimkolwiek dyskomforcie w grupie. Każdy człowiek, którego tu spotykam, to niepowtarzalna postać. W czwartek wyjeżdżamy i... chyba się do tego miejsca trochę przywiązałem.
Bartek Pestka
 
 
 
 
 
BERLIN - MIASTO KONTRASTÓW
 
Hałas. Zgiełk. Szybki ruch aut. Ogrom ludzi, ogrom miasta. Taki jest „nowy” Berlin. Takim go widzimy przed budynkiem Dworca Głównego. Pierwsze wrażenie sugeruje, że jest to miasto w pełni nowoczesne. Jednak kilka kilometrów dalej czeka nas zupełnie inna rzeczywistość.
W poniedziałek wybraliśmy się na Kreuzberg, potocznie zwany dzielnicą artystów. Od razu zauważyłyśmy różnicę między komercyjnym centrum a dzielnicą, której każdy mieszkaniec żyje niezależnie od obowiązujących trendów. Cała okolica pełna jest ludzi różnych kultur i tradycji. Swoją narodowość wyrażają poprzez strój, muzykę, sposób odżywiania czy spędzania wolnego czasu. Zamiast galerii handlowych czy szyldów znanych marek znalazłyśmy tam niszowe vintage shopy i  sklepiki z tradycyjnymi narodowymi strojami. Ręcznie napisane tabliczki z nazwami sklepów zastępują tam wielkie sieciowe bilbordy, a stare kolekcje winyli - nowoczesne płyty. Paradoksalnie, nietypowość stroju, wyglądu czy zachowania jest tam zjawiskiem typowym.
Dopiero będąc tam, zrozumiałyśmy dlaczego Kreuzberg nazywany jest dzielnicą artystów. Nie są oni tam za nic oceniani i mogą w pełni być sobą. Nieograniczani stereotypami i uprzedzeniami, mają pełną swobodę twórczą. Doskonałym odzwierciedleniem tego jest np. graffitti, które znajdziemy tam na każdym kroku. Uliczni malarze ozdabiają swoimi pracami całą dzielnicę, wyrażając swoje poglądy, uczucia, wrażenia i emocje.
Pojedyncze jednostki, na pierwszy rzut oka niespójne, tworzą w tej niecodziennej dzielnicy całość. Choć mali, razem mogą zrobić coś wielkiego. Najlepszym komentarzem jest jedno ze zdań, które widnieje na pozostałości muru berlińskiego: „Many small people who in many small places do many small things that cam alter the face of the world.”
 
Anna Klimczyk
Sandra Cybulska
Agnieszka Laskowska
 
 
 
 
CHCEMY WIĘCEJ!
 
Mogłoby się wydawać, że Unię Europejską współtworzą wszyscy na tych samych prawach. Jednak dzisiejsze warsztaty pokazały, że ilu Europejczyków, tyle odmiennych opinii, zdań i oczekiwań.
„We want to give young people the same chances”  (tłum. Chcemy dać młodym ludziom jednakowe szanse). Takimi słowami rozpoczęte zostało seminarium poprowadzone przez Thorstena Kerla, trenera do spraw europejskich. Stało się ono podstawą do dalszych rozważań na temat strategii młodzieżowej Unii Europejskiej, dialogu strukturalnego i osiemnastolatków biorących udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Podzieleni na cztery grupy międzynarodowe staraliśmy się udzielić odpowiedzi na pytanie: Jakie są nasze oczekiwania wobec Unii Europejskiej?  Wbrew pozorom zadanie nie należało do najłatwiejszych. Już od samego początku obradom towarzyszyły gwar i burzliwa atmosfera. Połączenie Hiszpanów, Niemców i Polaków okazało się mieszanką wybuchową. Mimo iż wiele kwestii okazało się spornymi, udało nam się dojść do konsensusu.
Najczęściej przewijającymi się odpowiedziami na zadane nam pytanie były: tolerancja, możliwość edukacji i swobodne przemieszczanie się między państwami członkowskimi UE. Jako młodzi ludzie chcielibyśmy mieć możliwość samorozwoju poprzez projekty takie jak ten (Wybory do Parlamentu Europejskiego w Mediach Młodzieżowych) organizowany przez Europe Direct – Szczecin, Bayerischer Jugendring oraz Euroregion Pomerania.
Nie zabrakło także bardziej oryginalnych idei. Z pozytywnym odbiorem spotkała się propozycja poprawy sytuacji nad Morzem Śródziemnym, przez które deportowani są nielegalni emigranci z Afryki. Mamy również nadzieję, że dzięki UE uchodźcy będą mieli zagwarantowane prawo do udziału w wyborach władz lokalnych.
Mimo tak licznych oczekiwań, które wiążemy z UE pamiętamy także, aby brać czynny udział w życiu Europy. Przypominamy, że już pod koniec maja będziemy mieli szansę wybrać nową władzę Parlamentu Europejskiego na lata 2014-2016. To prawda, że nie wszystko można zmienić od razu, ale jedno jest pewne – wspólnie możemy tego dokonać.

Paula Banach
Grzegorz Dobek
Paweł Miszuk
 
 
 
 
 
WYBORY - SMUTNA KONIECZNOŚĆ, CZY OKAZJA ZMIANY NA LEPSZE?
 
Do wyborów posłów, którzy zasiądą w Europarlamencie pozostało jeszcze sporo czasu. Powinniśmy coś zrobić, abyfrekwencja wyborcza podniosła się. Jedną z osób, która próbuje tego dokonać jest Jochen Rummenhöller, który przyszedł dziś do nas rozmawiać na temat młodzieży i elekcji. Podczas jego wykładu w mojej głowie narodziła się refleksja.
Wielokrotnie zadajemy sobie pytanie, dlaczego ludzie z roku na rok przestają brać udział w wyborach. Jest to przecież najważniejsza część władzy demokratycznej należącej do nas, obywateli.
Możemy zadecydować o tym kto będzie nas reprezentować. Z wyborami do Europarlamentu nie jest wcale inaczej. Frekwencja na wyborach i w tym przypadku powala swoim sukcesywnym spadkiem. Czym jest to spowodowane? Między innymi na to pytanie starał się odpowiedzieć Pan Jochen Rummenhöller. Aby to wytłumaczyć wykorzystał bardzo ciekawą metaforę. Z małego zielonego woreczka wyciągnął kolorowe opakowanie. Była to oranżada w proszku, jaką dzieci nasypują do wody aby uzyskać słodki posmak. Rozerwał pakunek i zmieszał jego zawartość z wodą w swojej szklance. Tak samo działają wybory. Nieważne, czy jest to elekcja posłów do Parlamentu Europejskiego, czy wybór Prezydenta Rzeczypospolitej. Jeżeli tylko będziemy chcieli i przesypiemy proszek do metaforycznej szklanki, to zmienimy smak wody. Zatem trzeba nie bać się wyzwań, jeżeli oczekuje się zmian.
Kampania wyborcza do Europarlamentu ruszyła przed kilkoma dniami. Jeżeli postaramy się i poznamy nazwiska kandydatów, i ich programy poczytamy o nich co nieco, będziemy mieli zdecydowanie łatwiejsze zadanie. Czasu do 25. maja jest bardzo dużo. Gorąco do tego zachęcam.
Patryk Dudziński
 

 

więcej zdjęć


poprzednia wersja strony

Stowarzyszenie Gmin Polskich Euroregionu Pomerania | Al. Wojska Polskiego 184c/15, 71-256 Szczecin | tel. +48 91 486 07 38 | e-mail: biuro@pomerania.org.pl